Maks Rokatański
      Nie ma potworów, ino ludzie
Nowohucki scenarzysta Michał Gałek i krakowski rysownik Mariusz Zabdyr opowiadają o swoim nowym komiksie „Alma”

Nie ma potworów ino ludzie, Lodołamacz czerwiec 2007


- Który z was wymyślił Almę?
MZ: - Przyznam się, pomysł był mój.
MG: - Potwierdzam, Mariusz wymyślił postać, potem ja dołączyłem do projektu i zaczęliśmy rozwijać historię. Początkowo Alma ukazywał się w postaci krótkich shortów w magazynie „KKK”.

- Przychylna reakcja czytelników „KKK” zachęciła was do wydania Almy w postaci osobnego komiksu?
MG: - Postanowiliśmy stworzyć komiks dla wszystkich, i dla tych, którzy znają Almę z „KKK”, i dla tych, którzy z nim się jeszcze nie zetknęli. Chodziło nam o stworzenie samodzielnej opowieści, która broniłaby się nawet, jeśli ktoś nie oglądał naszych wcześniejszych komiksów.

- Mariusz, skąd wziął się pomysł na Almę?
MZ: - Wynika to z moich inspiracji mutantami z amerykańskich historii obrazkowych. Początkowo bohater nazywał się po prostu Kot, gdyż jest hybrydą człowieka i kota. Potem na Discovery obejrzałem program o legendarnym Almie, czyli syberyjskim odpowiedniku Yeti. To imię od razu wpadło mi w ucho.

- A skąd pomysł na lata 20. ubiegłego wieku?
MG: - Gdy podczas pracy nad scenariuszem zagłębiłem się w rozmaite materiały, zorientowałem się, że prawie na każdym kontynencie krążą legendy o podobnych mutantach. Stwierdziliśmy z Mariuszem, że fajnie byłoby skonfrontować naszego bohatera z grupą naukowców. Umieściliśmy ich w latach 20., czyli czasach, gdy nie było jeszcze ścisłego rozróżnienia między nauką a szarlatanerią.

- Czytelnik może czuć się skonsternowany, bo nie wyjaśniacie ani kim jest Alma, ani skąd się wziął. Utrzymujecie cały czas stan niepewności.
MG: - O to właśnie chodzi. Nie ma sensu wyjaśniać niczego w pierwszym albumie. Być może odkryjemy to w następnym tomie. Nie chcieliśmy zbyt wiele zdradzać.

- Alma od początku grasował na Syberii?
MZ: - Tak, zawsze było dla nas jasne, że historia toczy się na dalekim wschodzie Rosji. Nie wszyscy czytelnicy „KKK” to jednak złapali. Kiedyś ktoś nas zapytał, dlaczego w komiksie pojawia się Japończyk, skoro akcja dzieje się w Polsce. Dlatego w albumie wprowadziliśmy jasne odniesienia co do miejsca i czasu, by nie pojawiały się wątpliwości.

- Pewnie z tego powodu język, którym posługują się bohaterowie komiksu, jest stylizowany na mowę z przeszłości.
MG: - Gdy tworzyliśmy poszczególne odcinki w „KKK”, wplątywaliśmy rozmaite zapożyczenia, nawet z mowy średniowiecznej. Tworząc album, postanowiłem tę sprawę uporządkować. Przeczytałem książki opisujące lata 20. ubiegłego wieku, obejrzałem filmy o czasach przedwojennych, próbując uchwycić ducha ówczesnej mowy. Wzorowałem się na przykład na Adolfie Dymszy, wplatając też pojedyncze słówka rosyjskie. Dzięki temu tekst stał się bardziej wiarygodny.
MZ: - Nie chcieliśmy naśladować dawnej mowy, robić czegoś toczka w toczkę, ale postanowiliśmy stworzyć tekst, który brzmiałby archaicznie, a jednocześnie był zrozumiały dla współczesnego czytelnika.

- A jak wyglądało odmalowywanie przeszłości?
MZ: - Było nie lada wyzwaniem. Ogromny problem miałem na przykład z lokomotywą, która pojawia się na pierwszych stronach. Przekopałem Internet, potem buszowałem po Bibliotece Jagiellońskiej, i nie znalazłem odpowiedniego rzutu rosyjskiej lokomotywy z tamtego okresu. Postanowiłem więc zebrać zdjęcia, wybrałem najlepsze, połączyłem je w głowie i tak powstał obraz pociągu. Fachowiec pewnie wytknąłby by mi to i tamto, ale nic innego nie mogłem zrobić.
MG: - Z rosyjskich motywów wpletliśmy jeszcze sierp i młot, które trzyma Alma w scenie walki. Dzięki temu nasz komiks wpisuje się w modę na oldschool.

- Przeglądając karty „Almy” nie sposób nie odnieść się do opus magnum komiksu awanturniczego, czyli do „Corto Maltese” Hugo Pratta, a zwłaszcza odcinka pt. „Na Syberii”.
MZ: - Jestem tego świadom, oba komiksy należą przecież do gatunku przygodowego. Nie inspirowaliśmy się bezpośrednio Corto Maltese. Moja kreska bardziej wynika z fascynacji komiksami Franka Millera czy Mike’a Mignoli.
MG: - Uważam, że na rynku jest wiele pozycji spod znaku komiksu artystycznego, niekomercyjnego, sztuki przez duże s. My się od tego odcięliśmy, chcieliśmy zrobić coś, co przeczyta nawet nastolatek, co sami chętnie wzięlibyśmy do ręki.

- Ale historia nie rozwija się w stylu amerykańskim, lecz europejskim. Akcja ustępuje refleksji nad naturą człowieka, potęgą przyrody i jej nieprzewidywalnością.
MZ: - Zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy stworzyć klonu amerykańskiego komiksu, bo polski rynek tego nie przyjmie. Musieliśmy ucywilizować naszego mutanta, nie skupialiśmy się tylko na akcji.
MG: - Dużą uwagę przykładaliśmy do miejsca, w którym toczy się fabuła. To klasyczny koniec świata, gdzie wszystko może się zdarzyć, a czas biegnie powoli. To miejsce totalnie wyrwane z kontekstu, gdzie ludzie się nie zmieniają. Dzięki temu historia ma ciekawy klimat.

- Wydaje się, że miejsce często wychodzi na plan pierwszy, a Alma pozostaje w cieniu.
MZ: - To zabieg celowy. Tak naprawdę pokazujemy, jacy potrafią być ludzie – źli, dobrzy, obojętni. Dopiero na ich tle budujemy historię Almy.
MG: - Za kluczowy cytat albumu uważam wypowiedź jednej z postaci: „na mój rozum nie ma potworów, ino ludzie”.

- Ostatni kadr albumu sugeruje, że stworzycie ciąg dalszy.
MG: - Polski rynek jest nieprzewidywalny. Mogę na razie powiedzieć tyle, że w trakcie prac wpadło nam do głowy mnóstwo pomysłów i chcielibyśmy kontynuować tę historię. Komuś może się wydawać, że Syberia jest nudnym motywem, że nie da się z niej wiele wykrzesać. To nieprawda, działo się tam wiele ważnych spraw. Intrygującym punktem zaczepienia fabuły mogą być na przykład syberyjskie gułagi. Mam nadzieję, że Alma jeszcze powróci.

Nie ma potworów ino ludzie, Lodołamacz czerwiec 2007


Lodołamacz, czerwiec 2007


 
    w numerze...
Wielka płyta po sąsiedzku
Wymarzone M-3. Co tam, że na razie nie działa winda (ósme piętro), ściany jeszcze raz trzeba pomalować (wszędzie smugi), a na meble dopiero zarobić (pudło zamiast stołu). Ważne, że wreszcie jest się na swoim...
czytaj dalej...

Walka z agresywną reklamą
Kiedy w latach 50. oddawano do użytku kino Świt, nikt nie przypuszczał, że pół wieku później przejmie ono rolę słupa ogłoszeniowego, który jak soczewka skupi w sobie problemy trapiące współczesną nowohucką przestrzeń.
czytaj dalej...

Historia niezwykłego przedmiotu
Przedmioty pochodzące z Nowej Huty to dla wielu jedynie starocie. Tymczasem niektóre z nich okazuje się być niezwykłą pamiątką dawnych czasów, przekazującą prawdę o historii tego socrealistycznego miasta. Tak jak pewne niezwykłe krzesło.
czytaj dalej...

Kochałam Bogdana W.
Dwunastego grudnia 1982 roku Bogdan i jego koledzy myśleli o losach Polski. Trzynastego grudnia 1982 roku Bogdan został zastrzelony.
czytaj dalej...

Wyspiański w poradzieckim bunkrze
Reżyser Jacek Papis opowiada o przygotowywanym właśnie spektaklu "Requiem", który produkuje Łaźnia Nowa.
czytaj dalej...

Drugiego takiego miejsca nie znajdziesz
W latach 80., kiedy byłem małolatem, Hutę uważano za totalną wiochę. Za dresiarstwo. Według obiegowej opinii żyli tam ludzie niższego kalibru.
Z Jakubem "Happym" Haponowiczem, liderem zespołu EsFlores, rozmawia Sławek Zagórski czytaj dalej...

Nie ma potworów, ino ludzie
Nowohucki scenarzysta Michał Gałek i krakowski rysownik Mariusz Zabdyr opowiadają o swoim nowym komiksie "Alma".
czytaj dalej...

Najładniejsze - najbrzydsze w Nowej Hucie
Bartosz Szydłowski, Maciej Miezian, Leszek Sibila, Kuba Czupryński o nowohuckich miejscach ładnych i tych nie do końca uroczych.
czytaj dalej...

Miejska rutyna z okien autobusu
O podróży pisali prawie wszyscy pisarze, od Homera po Pratchetta. Śpiewała również większość: od Elvisa po Iggy Popa. Także niejeden reżyser popełnił film o drodze i zmierzaniu w nieznanym kierunku. Nie mogę być gorszy! Moje podróże są równie ciekawe jak Odyseusza czy Komendanta Vimesa. Choć może nie tak niebezpieczne...
czytaj dalej...

TW miesiąca
Współpracownik nr: 04/05/2007: Piotr Kozanecki
czytaj dalej...

Rytmika brył - fotoreportaż
Znamy, widzieliśmy, oglądamy niemal codziennie. Przebywając na co dzień z architekturą Nowej Huty, łatwo przestać zauważać jej wyjątkową atrakcyjność.
czytaj dalej...

Lucyna od dziadka, który miał wypadek
Telenowela nowohucka - część XXI
Interesująca babka. I każdy mężczyzna mógłby to o niej powiedzieć. Lucyna wcale by się nie obraziła. Bo ma interesują osobowość, nie mówić już o interesującym przodku - dziadku z ulicy Starowiślnej.
czytaj dalej...

Z soboty na niedzielę, czyli DKF-y i "Kropka"
Dawno, dawno temu (precyzując - w 1957 roku), w pewnym wyspiarskim kapitalistycznym kraju (domyślamy się, że chodzi o Wielką Brytanię) grupa młodych artystów stworzyła manifest.
czytaj dalej...

The Best Of Łaźnia Nowa
Łaźniane wydarzenia.
czytaj dalej...

miesięcznik Lodołamacz wydawany jest przez Teatr Łaźnia Nowa i jest jego własnością
wykorzystywanie materiałów zamieszczonych na stronie bez zgody właściciela witryny - zabronione
kontakt: Teatr Łaźnia Nowa, os. Szkolne 25, 31-977 Kraków; tel.012 425 03 20, fax 012 425 03 21
redakcja@lodolamacz.pl