Maks Rokatański
     
Wyspiański w poradzieckim bunkrze
|
|
Reżyser Jacek Papis opowiada o przygotowywanym właśnie spektaklu „Requiem”, który produkuje Łaźnia Nowa.

fot. Dorota Papis
- Swoim spektaklem pragniesz odczytać na nowo Wyspiańskiego na scenie. Co zamierzasz?
- Spektakl, który robimy, jest częścią szerszego łaźniowego projektu „Wyspiański Underground”. W jego ramach chcemy spojrzeć na twórczość Wyspiańskiego, odzierając ją z zafałszowujących narośli. Uważam, że był on człowiekiem zbuntowanym, bronił się przed postumentem wieszcza, w który został wtłoczony. Z naszego przyglądania się Wyspiańskiemu wyłania się portret człowieka niesamowicie nasączonego empatią, intensywnie przeżywającego świat, dzieła sztuki, ludzi.
- Twój spektakl składa się tak naprawdę z dwóch utworów Wyspiańskiego – „Legendy” i „Requiem”.
- Łączę dwa teksty z odmiennych okresów twórczości: „Legenda” należy do najwcześniejszych dzieł Wyspiańskiego, natomiast „Requiem” jest jednym z jego późnych utworów. Już w pierwszym z nich widać ducha człowieka, który starał się iść pod prąd, tworząc własną, odmienną wersję popularnej legendy o Kraku i Wandzie. Poprzez zderzenie, o które pytasz, chcę pokazać tematy, które w dramatopisarzu siedziały od zawsze i gnębiły go przez całą twórczość.
- Jakie to tematy?
- Jednym z nich, dla mnie bardzo ważnym, jest pytanie, dlaczego ktoś tworzy, dlaczego jest się artystą? Zadziwia mnie, że Wyspiański, który zmarł w wieku jaki niedługo sam osiągnę, zdążył stworzyć tak wiele w tak różnych dziedzinach sztuki. Ze świadomością zbliżającej się śmierci był coraz bardziej intensywny w swoim tworzeniu. Myślę, że to co robił, pozwalało mu na uporządkowanie świata i poradzenie sobie z własną nadwrażliwością i - w jakimś sensie, a może przede wszystkim - oswojenie lęku przed śmiercią. Czuł, że jego czas jest ograniczony, więc działał ze zwielokrotnioną intensywnością.
- Czytałem, że Twój spektakl ma być autotematyczny, odnosić się do samej materii tworzenia.
- Jestem w takim momencie swojej działalności artystycznej, w którym chcę robić inny rodzaj teatru niż dotąd – teatr, który intuicyjnie przeczuwam. Ten spektakl jest etapem tych przemyśleń i poszukiwań. Wyznaczam swojej pracy bardzo silny kierunek, staram się odrzucać stereotypy, zarazem zakładam, że końcowy efekt naszej pracy powinien być do pewnego stopnia niespodzianką.
Mój spektakl będzie autotematyczny w tym sensie, że próbuję w nim ostro postawić pytanie, o którym już mówiłem: dlaczego człowiek zajmuje się sztuką, jaki przez to jest, co mu to daje...?
- Czy spróbujesz poprzez Wyspiańskiego spojrzeć na nowo na współczesność?
- Staram się zawsze iść za myślą, którą w odniesieniu do pracy nad tekstem dramatycznym sformułował kiedyś Swinarski, mówiącą o „wierności wobec zmienności”. Próbuję się zawsze mierzyć z tym stwierdzeniem, być wiernym idei autora, rozumieć go od środka, a zarazem szukać owej zmienności, współczesnego kontekstu.
- Co odnajdujesz z tej zmienności w tekstach, nad którymi pracujesz?
- Poszukuję tego co uniwersalne. W tekstach Wyspiańskiego uderza mnie, iż wymaga on od każdego człowieka, nie tylko od artysty ale i od widza, intensywnej pracy nad sobą, nad wrażliwością i empatią. Każe starać się zrozumieć, jak czuje inny człowiek, ponieważ tym, czego najmocniej doświadczamy w jednostkowym cierpieniu, jest obojętność świata.
Być może z tego, co dotąd powiedziałem, wynika że mój spektakl będzie smutny i przygnębiający.Tymczasem szukam i odnajduję w Wyspiańskim jeszcze coś – ironię, poczucie humoru i dystans, który pozwala głębiej rozumieć świat.
- Ważną rolę odgrywać będzie muzyka, jej autorka Hanna Klepacka mówi nawet, iż to będzie „spektakl dźwiękowy”...
- „Legenda” była właściwie pisana jako libretto, natomiast „Requiem” jest tekstem, który w samą strukturę ma silnie wpisaną muzyczność. Rzeczywiście może lepiej jest mówić, że będzie to „spektakl dźwiękowy” a nie „muzyczny”, bo chcemy w naszym przedstawieniu muzyką operować przewrotnie. Coś podobnego starałem się robić już w jednym z moich poprzednich spektakli - „Pawiu królowej. Operze praskiej”, gdzie na przykład aktorzy śpiewali teksty, które - jak mogłoby się wydawać - do śpiewania się akurat nie nadają... Była w tym próba łamania pewnych utartych przyzwyczajeń i stereotypów publiczności. Powstał spektakl muzyczny, w którym staraliśmy się zburzyć zasady, według których „powinno się” operować muzyką w teatrze. W „Requiem” chcemy materię dźwiękową spektaklu potraktować jeszcze bardziej radykalnie i, że tak powiem, eksperymentalnie...
- „Requiem” to przedsięwzięcie międzymiastowe...
- Dokładnie. Nasz spektakl firmuje Łaźnia Nowa, aktorzy są głównie warszawscy, a scenografka i kompozytorka pochodzą z Wrocławia. Krążymy między miastami. To taki podróżujący projekt, co jest wyjątkowo inspirujące.
- Premiera odbędzie się na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym „Miasto” w Legnicy, który trwać będzie od 13 do 16 września.
- Z Polski obecne będą tam tylko trzy zespoły, w tym nasz, resztę stanowić będą spektakle zagraniczne. W Legnicy fantastyczne jest to, iż wszystkie przedstawienia grane będą poza teatrem w różnych dziwnych przestrzeniach. Legnica jest miastem, które, jak wiadomo, było w znacznej części zajęte przez wojska radzieckie. Zagramy tam w niesamowitym, poradzieckim bunkrze, na terenie dawnych koszar, do których dotychczas legniczanie nie mieli wstępu. Jacek Głomb, dyrektor festiwalu, twierdzi, że już sam fakt, iż w radzieckim bunkrze polski teatr wystawi Wyspiańskiego, ma dla mieszkańców Legnicy znaczenie symboliczne.
Lodołamacz, czerwiec 2007
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 
   
w numerze...
|
|
Wielka płyta po sąsiedzku
Wymarzone M-3. Co tam, że na razie nie działa winda (ósme piętro), ściany jeszcze raz trzeba pomalować (wszędzie smugi), a na meble dopiero zarobić (pudło zamiast stołu). Ważne, że wreszcie jest się na swoim...
czytaj dalej...
|
|
Walka z agresywną reklamą
Kiedy w latach 50. oddawano do użytku kino Świt, nikt nie przypuszczał, że pół wieku później przejmie ono rolę słupa ogłoszeniowego, który jak soczewka skupi w sobie problemy trapiące współczesną nowohucką przestrzeń.
czytaj dalej...
|
|
Historia niezwykłego przedmiotu
Przedmioty pochodzące z Nowej Huty to dla wielu jedynie starocie. Tymczasem niektóre z nich okazuje się być niezwykłą pamiątką dawnych czasów, przekazującą prawdę o historii tego socrealistycznego miasta. Tak jak pewne niezwykłe krzesło.
czytaj dalej...
|
|
Kochałam Bogdana W.
Dwunastego grudnia 1982 roku Bogdan i jego koledzy myśleli o losach Polski. Trzynastego grudnia 1982 roku Bogdan został zastrzelony.
czytaj dalej...
|
|
|
Wyspiański w poradzieckim bunkrze
Reżyser Jacek Papis opowiada o przygotowywanym właśnie spektaklu "Requiem", który produkuje Łaźnia Nowa.
czytaj dalej...
|
|
|
Drugiego takiego miejsca nie znajdziesz
W latach 80., kiedy byłem małolatem, Hutę uważano za totalną wiochę. Za dresiarstwo. Według obiegowej opinii żyli tam ludzie niższego kalibru.
Z Jakubem "Happym" Haponowiczem, liderem zespołu EsFlores, rozmawia Sławek Zagórski
czytaj dalej...
|
|
|
Nie ma potworów, ino ludzie
Nowohucki scenarzysta Michał Gałek i krakowski rysownik Mariusz Zabdyr opowiadają o swoim nowym komiksie "Alma".
czytaj dalej...
|
|
|
Najładniejsze - najbrzydsze w Nowej Hucie
Bartosz Szydłowski, Maciej Miezian, Leszek Sibila, Kuba Czupryński o nowohuckich miejscach ładnych i tych nie do końca uroczych.
czytaj dalej...
|
|
|
Miejska rutyna z okien autobusu
O podróży pisali prawie wszyscy pisarze, od Homera po Pratchetta. Śpiewała również większość: od Elvisa po Iggy Popa. Także niejeden reżyser popełnił film o drodze i zmierzaniu w nieznanym kierunku. Nie mogę być gorszy! Moje podróże są równie ciekawe jak Odyseusza czy Komendanta Vimesa. Choć może nie tak niebezpieczne...
czytaj dalej...
|
|
|
Rytmika brył - fotoreportaż
Znamy, widzieliśmy, oglądamy niemal codziennie. Przebywając na co dzień z architekturą Nowej Huty, łatwo przestać zauważać jej wyjątkową atrakcyjność.
czytaj dalej...
|
|
|
Lucyna od dziadka, który miał wypadek
Telenowela nowohucka - część XXI
Interesująca babka. I każdy mężczyzna mógłby to o niej powiedzieć. Lucyna wcale by się nie obraziła. Bo ma interesują osobowość, nie mówić już o interesującym przodku - dziadku z ulicy Starowiślnej.
czytaj dalej...
|
|
|
Z soboty na niedzielę, czyli DKF-y i "Kropka"
Dawno, dawno temu (precyzując - w 1957 roku), w pewnym wyspiarskim kapitalistycznym kraju (domyślamy się, że chodzi o Wielką Brytanię) grupa młodych artystów stworzyła manifest.
czytaj dalej...
|
|
|
|