Pan Zbyszek od niejeżdżenia
      telenowela nowohucka
      txt: Hutella
|
|
|
|
|
Mówili mu: "No jedź tam w końcu. To wstyd, żebyś dawnej stolicy Polski w życiu nie widział". Odpowiadał: "W życiu, za Chiny Ludowe tam nie pojadę". I trafiłby pan Zbyszek do Księgi Rekordów Guinessa, jako ten, który przez trzydzieści lat ani razu nie odwiedził Krakowa. Bo wszystko, czego potrzebował - miał w Nowej Hucie.
Znalazłby się tam na pewno, przynajmniej tak zakładała cała rodzina pana Zbyszka, gdyby się nie przemógł. A że się przemógł, to na wpis do Księgo Rekordów Guinesssa szans nie ma.
Pan Zbyszek: lat 70, od półwieku w Nowej Hucie; hutnik (dokładniej to spawacz na kombinacie). Trzech synów, wdowiec. Mieszka w nowej części Nowej Huty, ale nie zawsze tam - zaraz po przyjeździe do dzielnicy, w 1955 roku, dostał przydział do hotelu robotniczego, później dostał mieszkanie na osiedlu Hutniczym, a wreszcie - kiedy rodzina mu już "ewoluowała" (to znaczy rozrosła się, ale on uwielbia trudne słowa) zaczął szukać większego mieszkania.
Dlaczego w ogóle pisać o Zbigniewie, panu Zbyszku, albo "Zbigu" (jak nazywają go znajomi)? Bo jest, albo przynajmniej był - wymarłym gatunkiem.
W czasach, kiedy Nowa Huta powstawała, junacy jeszcze nie jeździli do centrum Krakowa; to, co było im potrzebne, czyli jedzenie, alkohol i uciechy cielesne (także doznania estetyczne) - mieli na miejscu. W czasach, kiedy Nową Hutę kończono budować, i kiedy obchodziła swoje dziesiąte urodziny, junacy (i ci, którzy przyjechali do dzielnicy za pracą) też jeszcze nie jeździli do Krakowa. A przynajmniej nie masowo. To, czego potrzebowali, mieli w Nowej Hucie: restauracje, kina, kawiarnie, rozległe łąki (jak Błonia), domy kultury, i Teatr Ludowy. Mieli wszystko, co ma osobne, niezależne i samodzielne miasto.
Pan Zbyszek: - Nie, no pewnie, że znałem takich ludzi, co to zanim przyjechali do Huty, to musieli najpierw wypalić sporta na Rynku Głównym. I dopiero wtedy jechali się zakwaterować do Huty. Ale my w większości to myśleliśmy, że jedziemy do miasta, które jest pod Krakowem, i ma być większe niż Kraków. O zabytkach, Wawelu i Sukiennicach to słyszał może co czwarty. No to ci pojechali zobaczyć te zabytki. A inni? Nie umieli czytać, to skąd mieli wiedzieć; albo byli z takich wiosek, że w ogóle tam szkół nie było.
Tak, to inni. Ale pan Zbyszek miał zupełnie inne powody, żeby nigdy nie pojechać do centrum Krakowa. Żeby przez kilkadziesiąt lat nie odwiedzić Starego Miasta. I tak mu się w życiu składało, że nie musiał.
Bo Nowa Huta dała mu wszystko.
Przecież to blisko od Huty
Rekonstrukcja wydarzeń: rok 1955, jesień; pan Zbyszek ma 20 lat, właśnie oznajmił rodzicom, że na gospodarce nie zostanie (zresztą jaka to była gospodarka, kiedy państwo zabrało im prawie całą ziemię). Rodzice lamentują, zwłaszcza matka. Ale ojciec mówi: "Matka, nie lamentuj. Masz 38 lat, to jeszcze możemy się postarać o dziecko. I to dziecko od małego będzie przeznaczone do przejęcia ojcowizny" (rzeczywiście - rodzice zaszaleli którejś nocy i wydali na świat potomka; córkę, która nie została na gospodarce i nawet nie została w ojczyźnie).
Rekonstrukcja wydarzeń: pan Zbyszek jedzie do Nowej Huty od strony Niepołomic. Podwozi go mężczyzna, furmanką - ma na niej worki z mąką, z których Nowa Huta upiecze chleb. Rozmawiają.
Mężczyzna od furmanki: "Wy to z daleka?"
Pan Zbyszek: "No, raczej nie zza bliska. Spod Gorlic jadę. Do pracy w Nowej Hucie".
Mężczyzna od furmanki: "A co będziecie tam robić?"
Pan Zbyszek: "Nie wiem. Ale pracy jest dużo, to gdzieś pójdę. Wojsko mnie wziąć nie chciało, to może będzie chciał kombinat".
Mężczyzna od furmanki: "A byliście kiedyś w takim dużym mieście?"
Pan Zbyszek: "Tylko w Gorlicach, raz. No ale teraz jadę to miasto budować, nie?"
Mężczyzna od furmanki: "To w Krakowie nie byliście?"
Pan Zbyszek: "A skąd!"
Mężczyzna od furmanki: "To teraz chyba pojedziecie, przecież to blisko od Huty".
Pan Zbyszek: "A niby po co mam do Krakowa jeździć? Nie za dużo tam ludzi przypadkiem? I co tam jest, czego bym nie widział? Ten Wawel to zopowieści znam, umiem go sobie wyobrazić. Zresztą teraz jest czas na przyszłość, a nie przeszłość. Wolę nowe budować, niż przyglądać się staremu".
Mężczyzna od furmanki: "No, co racja, to racja".
W Hucie pana Zbyszka spotkało na powitanie rozczarowanie: nie ma tak, że każdy, kto przyjeżdża, to od razu idzie do pracy w kombinacie; najpierw musi kurs zrobić. I kurs pan Zbyszek zrobił. Został spawaczem, dostał miejsce w hotelu robotniczym. Zaprzyjaźniał się.
Pan Zbyszek: "Michał, Romek, Ziutek, dwóch Staszków, Mietek, Jurek... Fajne chłopaki. Razem żeśmy pracowali, razem mieszkali, razem spędzali wolny czas".
Nie od razu w restauracjach. Pod hotelem robotniczym najpierw (wiosną i w lecie), w hotelu robotniczym. Po jakimś czasie, kiedy pojawiły się pierwsze lokale, pan Zbyszek przeniósł się do pierwszych lokali. Wszyscy byli zachwyceni: miasto rosło, co miesiąc kończono jakieś osiedle. I drzewka podrosły tak, że można było pod nimi rozłożyć w ciepłe noce kocyk.
Kraków nikomu nie był potrzebny.
Rozlew krwi
Anula, urodziwa Czeszka, pojawiła się w życiu pana Zbyszka przypadkiem. Przyjechała do Nowej Huty w 1961 roku, w ramach współpracy gospodarczej między oboma krajami. Jakiej współpracy? Tego pan Zbyszek nie pamięta. Anulę, wraz z koleżankami, dostarczono do Nowej Huty wiosną, gdzie miała przycinać, podcinać i przesadzać: drzewka, krzewy, kwiaty na rabatach. Bo Anula skończyła właśnie szkołę ogrodniczą.
Zobaczył ją na skwerze: pochylała się nad kopczykiem ziemi i wsadzała do środka cebulki kwiatów, które miały zakwitnąć jesienią. I po trzech miesiącach urodziwa Anula była już jego żoną. I pan Zbyszek nie woził Anuli na randki do Krakowa, nie całował jej na Plantach, nie zachwycał się jej miodowymi oczami pod Katedrą Wawelską.
Ślub wzięli w Mogile, przyjęcie urządzili w nowohuckiej restauracji, noc poślubną spędzili w nowohuckim mieszkaniu kolegi pana Zbyszka. Pierwszego syna poczęli już w swoim mieszkaniu na Hutniczym. W Krakowie nigdy nie byli.
Pan Zbyszek: "Jakoś tak się nie składało. No bo po co tam było jeździć? Tu, w Hucie, byliśmy samowystarczalni. Ale koledzy zaczęli jeździć. Opowiadali historie o tym, jak to estetycznie w Krakowie, że muzea są, kina. Wielki świat".
Rekonstrukcja wydarzeń: rok 1963 (lub 1964), pan Zbyszek rozmawia z kolegami, siedzą na ławkach pod blokiem:
Kolega I: "No nie ma co, teraz to są dwa równorzędne miasta - my i oni".
Pan Zbyszek: "To w Krakowie lepiej?"
Kolega I: "Nie o to chodzi".
Pan Zbyszek: "A o co?"
Kolega II: "Trzeba poznać inny świat. Wiesz, tam kultura jest".
Pan Zbyszek: "Jak to?! To u nas nie ma kultury?"
Kolega I: "Nie o to chodzi".
Pan Zbyszek: "A o co?"
Kolega II: "Że tam kultura jest starsza. Wstyd nie znać Krakowa. W końcu był kiedyś stolicą".
Pan Zbyszek: "I co z tego? Nowa Huta jest stolicą stali".
Kolega I: "A Wawel i królowie?"
Pan Zbyszek: "W telewizji sobie kiedyś zobaczę".
Kolega II: "Głupi jesteś, nie masz horyzontów".
Oczywiście ta rozmowa wyglądała pewnie inaczej, ale po tych kilkudziesięciu latach pan Zbyszek pamięta ją właśnie tak. I że skończyła się rozlewem krwi, bo pan Zbyszek upuścił trochę krwi kolegom, którzy uznali go za głupiego. Wtedy właśnie postanowił, że do Krakowa nigdy nie pojedzie - no może już nawet blisko był wybrania się w taką podróż, ale teraz kiedy przez Kraków stracił dwóch najlepszych przyjaciół... Po prostu powiedział sobie: "Wcześniej na księżyc polecę z Rosjanami, niż do Krakowa pojadę".
I nie zmienił zdania nawet wtedy, jak jego Anula znalazła pracę w kwiaciarni - w samym środku Krakowa.
Anula anulowała
Pan Zbyszek nie lubił przyjęć imieninowych. Bo goście, których zapraszali, zawsze się z niego śmiali: że taki zacofany; że być wiernym ideałom socjalistycznej pracy, wcale nie oznacza siedzenia na miejscu przez całe życie, czyli: jest głupi.
Raz pan Zbyszek przyjechał po żonę, ale zaparkował samochód w okolicach ronda Mogilskiego i tam na nią czekał (bo tak się umówili dzień wcześniej). Dla pana Zbyszka Nowa Huta kończyła się właśnie na rondzie Mogliskim.
Dlaczego tak się uparł (bo przecież powinien już dawno zapomnieć tę kłótnię z kolegami)? Dlaczego synom nie pokazał Wawelu osobiście, a tylko w telewizji?
Wrzesień 2005, pan Zbyszek tłumaczy: "Najpierw to było faktycznie z powodów ideologicznych. Potem było ze złości, bo czułem się poniżony przez kolegów. Później nie odczuwałem potrzeby szukania czegokolwiek w Krakowie, jak tu wszystko miałem. Później to było na złość tym naszym znajomym, którzy się ze mnie śmiali. No, a wreszcie to uznałem, że na starość to nie ma się co wygłupiać. Odkrywanie Krakowa to przywilej wycieczek szkolnych, dzieciaków. A ja już zacząłem się starzeć... No i chyba wszyscy się przyzwyczaili. No ale, jak umierała Anula, to... No sam nie wiem. Anula wszystko anulowała". Powiedziała mi kiedyś: "To twoje niejeżdżenie do Krakowa to się nadaje do Księgi Rekordów Guinsessa. Ale czy chciałbyś się w tej Księdze znaleźć z tak idiotycznego powodu"? No nie chciałem.
Pan Zbyszek jedzie do Krakowa.
Rekonstrukcja wydarzeń: 1996 rok, lato; tramwaj rusza z placu Centralnego i gdyby pan Zbyszek miał w kieszeni białą chusteczkę, to by ją wyjął i pomachał Nowej Hucie na do widzenia. Wysiada przy Barbakanie, wchodzi we Floriańską. Zna tę ulicę bardzo dobrze - z telewizora, z gazet, ze zdjęć. Floriańska wcale go nie dziwi. Ani Mały Rynek. Ani Rynek Główny. Czasem przystanie, zapatrzy się, westchnie. I jeszcze Grodzka, i Wawel, i brzeg Wisły. Mijają dwie godziny, pan Zbyszek wsiada do tramwaju i wraca do siebie.
W nocy ma sen. We śnie Anula staje przy jego łóżku, uśmiecha się i mówi: "No, a teraz mój drogi - Warszawa". On w tym śnie jej odpowiada: "Nigdy! Warszawa tutaj przyjedzie, i pół świata".
Coś w tym śnie proroczego było, bo ostatnio pan Zbyszek spotkał na swoim osiedlu Japończyków. Zrobili mu zdjęcie.
|
|
|
|
|
|
 
   
w numerze...
|
|
|
Kibic Teatralny
sperformowany, czyli bzdety i nagie kobiety
Potrzebujesz mocnych wrażeń? Chcesz poczuć się poruszony, zszokowany, potrzebujesz nowych form wyrazu w krótkim czasie? Powinieneś zainteresować się sztuką performance!
czytaj dalej...
|
|
|
Ankieta nowohucka - jestem stąd
Marcin Kobierski
Aktor Teatru Bagatela odpowiada na pytania naszej nowohuckiej ankiety.
czytaj dalej...
|
|
|
Clubbing po nowohucku
zimny bryzol z ciepłą wódką
Tatar popity setką wódki w Stylowej, brudne popielniczki i wyleniały stół do bilarda w Cafe Top, kiczowate freski z plastiku i papieru w Santorini. A może sałatka z wysuszonych od lodówkowego freonu pomidorów w Mozaice, albo źle ścięta jajecznica pod skórzaną imitacją kwiatów w kultowym barze Meksyk? No już! wybieraj!
czytaj dalej...
|
|
Nowe na Słonecznym
patronat Lodołamacza
Od czerwca tego roku, przy os. Słonecznym 1 działa nowa niekomercyjna instytucja kultury - Stała Wystawa Malarstwa Antoniego Kawałki, której celem jest nie tylko ekspozycja 40-letniego dorobku malarskiego Antoniego Kawałki, lecz także promocja dzieł artystów z Krakowa i całej Polski.
czytaj dalej...
|
|
|
Program Łaźni Nowej
projekty Łaźni Nowej
Program działań Łaźni Nowej na październik
czytaj dalej...
|
|
|
Cukier w Teatrze Narodowym
Łaźnia nowa na wyjeździe
Łaźniowy spektakl "Cukier w normie" w reżyserii Piotra Waligórskiego zaczyna tournee po Polsce od razu z impetem, gdyż na pierwszy rzut poszła Warszawa. Nowohuckiego teatrowi swojej gościnnej sceny użyczył wielki Teatr Narodowy.
czytaj dalej...
|
|
|
Premiera spektaklu Lis Filozof
Mrożek w Łaźni Nowej
Często zdarza się, że człowiek nadaje swoim codziennym działaniom znaczenie sacrum, traktując poranną kawę jak szaman ozdrawiającą miksturę. Mrożek buduje sytuację, w której postawieni jesteśmy wobec sacrum w jego "pomnikowym" wydaniu.
czytaj dalej...
|
|
|
Król edyp w Łaźni
moda na antyk
Już w szkole wszyscy uczymy się o Edypie. Tekst Sofoklesa jest kanonem. Niestety, zbyt często kojarzonym z nudą lekcyjną i obowiązkami. Czy rzeczywiście Edyp jest tylko wybitną lektur, skazaną na konwencję chitonów?
czytaj dalej...
|
|
|
Ludzka twarz dyrektora
Edyp z Nową Hutą w tle
Nowohuckie wspomnienia Głównego Łaziebnego - Bartosza Szydłowskiego
czytaj więcej...
|
|
|
Polo
Trudno jest pisać o powstającym dopiero tekście. Trudno jest zdradzać fabułę - nawet nie ze względu, że nie chce się jej zbyt szybko zdradzać, ale dlatego, że cały czas powstaje i zmienia kierunki.
czytaj dalej...
|
|
|
Nowa Huta.rtf
relacje teksty forma
Nowa Huta godna jest tego, by czuć się w niej dobrze. Ma niezwykłą genezę. Posiada niebywały potencjał: niezwykłe losy mieszkańcó, wyrazistą przestrzeń, energię społeczną, konieczność określania się w nowych warunkach.
czytaj dalej...
|
|
|
Mindmapping Nowa Huta
Warsztaty "mindmapping Nowa Huta" odbyły się w ramach programu "przestrzeń publiczna jako medium komunikacji", który od 2000 roku był prowadzony przy Pracowni Rzeźby Wydziału Architektury Politechniki Krakowskiej. Warsztaty odbywały się w ramach współpracy z grupą modulorbeat z Munster w Niemczech.
czytaj dalej...
|
|
|
Nowa Huta. Dlaczego nie?!
Słów kilka o koncertach odbywających się w takt pór roku, a organizowanych przez Porozumienie Dzielnic Nowohuckich.
czytaj dalej...
|
|
|
Akademia Nowoczesnych technologii
Słów kilka o projekcie organizowanym przez Ośrodek Kultury Kraków Nowa Huta, mający na celu zapoznanie Seniorów z najnowszymi osiągnięciami techniki.
czytaj dalej...
|
|
|
Odkrywanie Nowej Huty
Słów kilka o cyklu prelekcji i wycieczek, których celem jest przybliżenie mieszkańcom Nowej Huty historii ich dzielnicy.
czytaj dalej...
|
|
|
Park Edukacyjny
Pomysł utworzenia Parku edukacyjnego, którego zadaniem byłoby tłumaczenie zjawisk z dziedziny fizyki i przyrody, zrodził się z inicjatywy norymberskiego psychologa i pedagoga Hugo Kukelhausa w 1924r.
czytaj dalej...
|
|
|
Park Kulturowy w NH
większość tych zespołów, świadczących o naszej historii i kulturze figuruje w rejestrze zabytków i jest otoczona opieką konserwatorską. Niestety okazuje się, że niektóre bezcenne wspaniałości, pamiętające jeszcze zamierzchłe czasy legendarnego Kraka, założyciela Krakowa, wciąż oczekują zainteresowania i opieki.
czytaj dalej...
|
|
|
Łąki nowohuckie
Łąki nowohuckie to ogromne torfowisko, pozostałość dawnego starorzecza Wisły, której czynne koryto jeszcze 300 lat temu sięgało skarpy przy dzisiejszym NCK.
czytaj dalej...
|
|
|
Interia.pl nadaje z Nowej Huty
11 luty 200r., godz. 17.31. Zarząd Interia.pl podejmuje uchwałę o oficjalnym uruchomieniu portalu. W chwilę później na stronach www.interia.pl pojawiają się pierwsi użytkownicy.
czytaj dalej...
|
|
|
|
|